*perspektywa Fabiana Drzyzgi*
Postawiłem przed Piotrkiem kubek rozpuszczalnej kawy z mlekiem i usiadłem na przeciw niego, upiłem łyk płynu z ceramicznego naczynia, czekając, aż dokończy tę samą czynność.
- O co chodzi, przyjacielu?
- Co sądzisz o Nikołaju? - wypaliłem prosto z mostu.
Jeśli chcesz, by Nowakowski ci w czymś pomógł, musisz mówić jasno i szczerze, gdyż dopiero wtedy jego rady są przydatne. Zatajając coś, nie wskórasz wiele.
- To ma związek z Anią?
- Po prostu powiedz, co o nim sądzisz.
- Miły chłopaczyna.
- Możesz się rozwinąć? Taki liryczny zazwyczaj jesteś, a teraz co? Trema cię zżarła, Miłoszu*?
Nikołaj fajny chłopaczyna.
Ze skrzydła nieźle ścina.
Do siostry Fabiana uderza.
Ona porzuciła swego włoskiego rycerza.
Bułgar się bardzo stara,
Lecz jej brat tego nie pochwala.
Wkurzony Drzyzga ciągle chodzi,
Temu to żaden szwagier nie dogodzi!
- Teraz to pojechałeś!
- Trochę niedopracowany, bo na szybko, ale, proszę cię, nie porównuj mnie do noblisty. Hańba ci, że się nie znasz, półgłówku.
- Możemy wrócić do tematu? Ty na serio z tym staraniem się?
- Nie, kurwa, żartowałem - odparł oburzony. - Niki rozmawiał ze mną o Ani, bo z tobą się bał, a chciał się czegoś dowiedzieć o niej od osoby, która nie zna jej od wczoraj. On się nieźle produkuje, żeby jej się przypodobać. Te wieczorne spacerki, długie rozmowy i czarowanie nie są przypadkiem, koleżko.
- Cholera jasna, czy ona nie może przyciągać jakiś menadżerów albo biznesmenów?
- Przyciąga, ale oni coś jej nie bardzo... Poza tym, nie zdziw się, jak ich nakryjesz.
- Za późno - mruknąłem pod nosem.
- Co?
- Nic, nic.
- Jak to nic?! Jak to nic?! Przecież widzę. Czekaj... Już ich przyłapałeś?
Pokiwałem ledwo zauważalnie głową.
- Ej, Penchev szybki jest.
- Albo moja siostra taka łatwa.
- W ryj chcesz? Nawet tak nie myśl! Albo coś do niego czuje, albo cholernie potrzebowała czyjejś bliskości. Bliskości osoby, której nie jest obojętna.
- Obyś miał rację.
- Mam. Uwierz mi. Może Ania nie jest święta, ale nie rób z niej puszczalskiej nastolatki, która próbuje zatuszować swoje kompleksy.
- Czasami mam wrażenie, że w ogóle jej nie znam.
- We Włoszech dorosła, a ty nadal widzisz w niej małą dziewczynkę i nie potrafisz pogodzić się z tym, że teraz szuka faceta na całe życie, a nie wymarzonej lalki. Fabian, pozwól jej dalej dorastać i sam też dorośnij do myśli, że ona już nie ma naście lat.
- Nigdy nie patrzyłem na to z tej strony.
- Czas najwyższy, póki nie robisz jej tym jeszcze krzywdy.
- No tak - zerknąłem na zegarek. - Zbierajmy się, bo spóźnienie murowane.
- Jasne, którym samochodem jedziemy?
*perspektywa Anny Drzyzgi*
Wyszłam na korytarz hali Podpromie po kilku godzinach rehabilitacji. Zmęczona, z obolałymi gnatami i w dodatku półprzytomna.
Przed oczyma mignął mi Penchev, muskający mój policzek.
- Stój - złapałam go za nadgarstek.
- Muszę...
- Zaraz pójdziesz. Musimy sobie coś wyjaśnić.
Spojrzał na mnie smutno, aż momentalnie zmiękło mi serce.
- Nie rób miny zbitego szczeniaka, tylko mnie wysłuchaj.
- Dobrze.
- Cieszę się, że się ze mną zgadasz. Pamiętasz, jak mówiłam, że nie chcę cię w żaden sposób skrzywdzić?
- Pamiętam.
- Właśnie. To jest ten moment. Nie chcę cię skrzywdzić, a raczej krzywdzić, i byłabym ci bardzo wdzięczna, gdybyś zrozumiał, że to była jedna noc. Po prostu miałam chwilę słabości, a ty byłeś najbliżej i... Przepraszam. Na prawdę przepraszam. Jednak nie jesteś mi obojętny, pamiętaj o tym.
- Teraz zaczniesz mówić, że zasługuję na kogoś lepszego i powinienem szukać szczęścia gdzie indziej?
- Tak, chyba tak.
- To ja chyba podziękuję za tę regułkę. Daj mi szansę. Proszę daj szansę mi i sobie. Mi bym mógł cię dalej kochać, a sobie byś mnie również pokochała. Wiem, że to brzmi absurdalnie...
- Słyszałam w życiu większe abstrakcje.
- Zrób dla mnie jedną rzecz. Jedną jedyną.
- Słucham.
Ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie czule, a następnie wyszeptał na ucho:
- Tylko mnie kochaj.
- Tylko albo aż - zauważyłam.
- Pokochaj mnie. Potwierdź, że zasługuję na twoją miłość.
- Problem w tym, że to chyba ja nie zasługuję na twoją.
- Jesteś pierwszą kobietą, o której nie mogę przestać myśleć.
- Skądś znam te słowa - zerknęłam kątem oka na Matta wchodzącego do budynku.
- Proszę cię, pozwól...
- Daj mi się zastanowić. Idź już, bo się spóźnisz.
- Ile czasu potrzebujesz?
- Nie wiem. Dam znać, gdy podejmę decyzję. zmykaj.
*perspektywa Matta Andersona*
Zamknąłem za sobą drzwi i ujrzałem Nikiego i Anię. Ona chyba poganiała go na trening, ale on coś nie bardzo pałał entuzjazmem, by słuchać jej poleceń. Po chwili brunetka dopięła swego i z uśmiechem ruszyła ku wyjściu.
- Cześć, Matthew - przywitała się.
- Cześć, Aniu.
- Powodzenia na treningu.
- Nie dziękuję. Dzisiaj cię nie będzie?
- Tak wyszło. Przepraszam, muszę iść - wskazał kciukiem przeszkloną ramę.
- Oczywiście. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
W ostatniej chwili zdążyłem wrzucić do jej kieszeni karteczkę. Spojrzała na mnie zaciekawiona. W odpowiedzi uśmiechnąłem się przyjaźnie i szybkim krokiem ruszyłem ku szatni.
*perspektywa Anny Drzyzgi*
Musimy pogadać. Mam nadzieję, że domyślasz się o czym. Czekam na parkingu pod Podpromiem po jutrzejszym treningu pół godziny od mojego wyjścia na zewnątrz.
Matthew.
* Miłoszu - nawiązanie do Czesława Miłosza
Chyba powinnam być zadowolona, ale, jak zwykle, nie jestem.
Taka ma natura.
Chciałabym Was prosić o komentarze, bo jednak milej jest ujrzeć sto nowych wejść i dziesięć komentarzy niż osiemdziesiąt wejść i dwa komentarze. Pamiętajcie o tym. Proszę Was.
Poza tym, mogłabym Was prosić o parę lajków na asku? Chodzi głównie o odpowiedzi reklamujące obydwa blogi. <klik>