sobota, 15 lutego 2014

Pięć

*perspektywa Anny Drzyzgi*

   Do moich nozdrzy wdarł się przyjemny zapach malinowej herbaty. Po chwili moje kubki smakowe doznały owocowej ekstazy. Jedna z najmilszych rzeczy, jakie mnie dziś spotkały. Po pierwszym dniu ciężkiego treningu tylko marzyłam o takiej chwili. Nikołaj opadł na kanapę parę centymetrów ode mego cielska i objął mnie ramieniem, uśmiechając się promiennie i obdarzając mnie jednym ze swych najpiękniejszych spojrzeń.
- Było ciężko? - spytał, gdy do pokoju weszli Fabian i Piotrek.
- Bardzo - upiłam łyk płynu. - Dawno nie wykonywałam takich typowych siatkarskich ćwiczeń, a moja intuicja podpowiada mi, że jutrzejszy proces wstawania będzie jednym z najtrudniejszych w moim życiu.
- Śpię dziś u was! - poinformował Pit.
- Dlaczegoż to niby? - zdziwiłam się.
- Będę twoim budzikiem - zaprezentował swą śnieżnobiałą klawiaturę.
- O nie! Nie preferuję pobudki w stylu na "dzień dobry" czujemy na sobie sto kilo masy. To nie przejdzie. Nie ma szans.
- Trzy razy "nie" - zaśmiał się Penchev.
- Wypierdalaj - zawtórował mu mój brat - z tym pomysłem.
- Jeszcze będziecie się prosić.
- Jak dla mnie możesz tu nocować, ale nie ty urządzasz mi pobudkę i śpisz z Fabianem.
- Mordko! - zapiszczał Piter, rzucając się na rozgrywającego i całując go w policzek.
- Zjeżdżaj, ślinotoku! - zaprotestował Drzyzga.
   Zerknęłam na Bułgara. On też ledwo powstrzymywał się od wybuchu śmiechu. W końcu oboje nie wytrzymaliśmy.
- Wczoraj wieczorem ci to nie przeszkadzało - zażartował środkowy bloku.
- Gdyby nie mój zawód powiedziałbym, że byłem nawalony, ale z racji tego, czym zarabiam na życie, wytłumaczę się zmęczeniem i postawię na wyczerpanie organizmu i niekontrolowaną obojętność - odparł lekko dyplomatycznie.
- A czym wytłumaczysz swój pociąg do osób tej samej płci?
   Całe życie czekałam, żeby zadać to pytanie. Dobra, może nie całe, ale odkąd ukończyłam podstawówkę.
- Idiotka.
- Debil.
- Kocham cię.
- Wypchaj się.
- Ach, ta rodzinna miłość - westchnął "Spec od atakowania nad blokiem" i przyciągnął Fabiana do swego boku.
- Zabójcza - stwierdziłam. - Dosłownie.

*perspektywa Piotra Nowakowskiego*

    Wyszedłem z łazienki, a razem ze mną obłoki pary. Po moim nagim torsie spływały jeszcze pojedyncze krople wody i zatrzymywały się na granatowej gumce bokserek. Osuszając włosy ręcznikiem, wszedłem do pokoju dziennego. Na kanapie siedziała Anka, Fabian urzędował w kuchni, a Niki zwinął się przed paroma minutami.
- Wreszcie - ucieszyła się brunetka, kierując swój wzrok ku górze i wstając z "wypoczynku". - Resoviackie gatki? - zachichotała, wskazując na moją pasiastą bieliznę.
- Oczywiście! Fajne, nie?
- Stylowe, brat, stylowe - minęła mnie w drodze do przedpokoju.

*perspektywa Matta Andersona*

   Jednak znalezienie jej nie było takie trudne. Czy ona mnie poznała? Przywitała się ze mną, jak gdyby nigdy nic, a przecież... Dla niej to mogło być nic, ale ze mnie idiota.
- Dzisiaj mamy aparat - z zamyślenia wyrwał mnie rozśmieszony głos niewysokiej blondynki.
   Skojarzyłem ją po krótkiej chwili. To ona i jej koleżanka były parę dni temu w supermarkecie w tym samym czasie, co ja.
- Doprawdy? - powiedziałem z udawanym zdziwieniem.
- Tak, Matt. To co? Możemy zdjęcie?
- Nie ma sprawy.
   Uśmiechnąłem się i ustawiłem koło nich, a jakiś przechodzień zrobił nam fotkę. Dziewczyny podziękowały uprzejmie i spytały, czy mogłyby się do mnie przytulić. Rozbawiły mnie swoją nieśmiałością, więc zgodziłem się bez wahania. Pożegnały się z uśmiechami na twarzach, z resztą w tym przypadku nie byłem im dłużny.
   Dokończyłem robienie zakupów, a przed wejściem do sklepu natknąłem się na Nikiego. Porozmawialiśmy chwilę i każdy z nas poszedł w swoją stronę.

*perspektywa Anny Drzyzgi*

   Przykryłam się ciepłą kołderką i, głęboko wzdychając, rozmyślałam nad ostatnim spotkaniem na Podpromiu.
- Nad czym myślisz? - w ciemności rozbrzmiał głos Piotrka.
- Chodź tu - wskazałam miejsce koło siebie.
   Wykonał polecenie i wpełzł pod pierzynkę.
- To o czymś myślałaś, siostra?
- Nad tym, czy już śpicie - skłamałam.
- Możesz nie ściemniać? Widzę, że coś cię gryzie.
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Dlaczego?
- Bo nie wiem, co mam ci powiedzieć. Wypłakać się? Wykrzyczeć? Pit, to nie jest dobry pomysł. Ja... Ja sama nie wiem, co mam myśleć, a miałabym ci to wszystko wyznać?
- Spokojnie. Już nic nie mów, tylko się przytul.
   Objął mnie. Wystarczała mi sama jego obecność. Był dla mnie, jak brat i od wielu lat mnie wspierał.
- Fajnie, że jesteś.
- Fajnie, że się za mną wstawiłaś, bo Fabian nie pozwoliłby mi zostać na noc.
- A propo... Nie miałeś spać z nim?
- Wiesz, jak on chrapie?!
- Wyobraź sobie, że dość długo z nim mieszkałam. Zaraz! Znowu z nim mieszkam. Słysz ten żal w mym głosie?
- Och, tak. Słychać na kilometr. A co byś powiedziała o...
- O czym?
- O kim. O Nikim. Jak tak na was popatrzeć dłuższą chwilę, to można by pomyśleć, że ze sobą kręcicie. Tak trochę przynajmniej.
- Ciekawa opinia, przyznaję, bardzo ciekawa.
- Też mi się podoba - poczułam, że się uśmiecha.
- Szczerzysz się, prawda?
- Bo trafiłem w twój czuły punkt.
- Doprawdy?
    Gdyby wiedział, o czym myślałam przed jego przyjściem miałby całkiem inne zdanie. Jednakże, jeśli chodzi o Nikołaja, to uważam, że to miły, zabawny i szczery chłopak, który zasługuje na sympatię wszystkich w swoim otoczeniu. Moją już zdobył.
- Przecież widzę, że masz słabość do Pencheva. W sumie, tak na dłuższą metę... Kibicowałbym wam. Fajna byłaby z was...
- Zamilcz, Pit. Póki co, nie zanosi się na to, bym miała pakować się w jakikolwiek związek. Czy miałaby to być przelotna znajomość na góra jeden, dwa miesiące czy coś z dłuższym okresem przydatności. Po moim ostatnim poważniejszym związku nie jestem gotowa na kolejny. Owszem, gdybym do takowego dojrzała to czemu nie z Nikim? Może poczułabym do niego coś głębszego? Aczkolwiek, póki co, mam to wszystko gdzieś i wystarczają mi osoby, którym mogę wypłakać się ot tak, po prostu. Bez niczego w zamian, bez jakichkolwiek psychicznych kajdanek.
- Rozumiem. Czyli na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć Nikiemu, że nie ma szans?
- Rozmawiałeś z nim o tym, głupku?
- Spytał się, czy ma u ciebie szanse.
- Ma, jasne, że ma, ale nie w tym momencie.
- Powinna ucieszyć go ta odpowiedź. Przynajmniej po części.
- Jestem cholernie zmęczona. Chodźmy spać. Jak chcesz to możesz zostać, ale jeśli zaczniesz chrapać to cię wywalę. Uprzedzam.
- Dobranoc - przytulił mnie trochę mocniej.
- Dobranoc, brat.
- Kolorowych snów, siostrzyczko.
- Wzajemnie - westchnęłam.

*perspektywa Nikołaja Penczewa*

   Leżałem na łóżku w sypialni pokrytej mrokiem z rękoma założonymi za głowę i wpatrywałem się w sufit. Zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, prosząc Pita o przysługę. Nie chodziło o to, że potem będę mu ją winny, lecz o to, czy to nie było nie fair w stosunku do Ani. Polubiłem ją i bardzo odpowiada mi jej towarzystwo, ale raczej nie można było tego nazwać miłością.
    Siostra Fabiana była wobec mnie miła, bezpośrednia, uprzejma i miała bardzo dobre poczucie humoru. Często prezentowała swój śliczny uśmiech, szybko nawiązaliśmy dobry kontakt, była dla mnie, jak bratnia dusza. Uwielbiałem jej głos i spojrzenie pełne radości i szczerości. Z jej oczu można było wszystko wyczytać, pod tym względem stanowiły zwierciadło jej duszy. Jej najmniejszy, najkrótszy dotyk sprawiał mi przyjemność. Podobało mi się, że nie protestowała, gdy obejmowałem ją ramieniem, wręcz przeciwnie, najczęściej jeszcze bardziej się wtulała. Schlebiało mi to. Tak bardzo sprawiała, że choć przez chwilę miałem wrażenie, że do pełni szczęścia nic mi nie brakuje.
   Wypuściłem przez usta głośno powietrze i, pocierając lekko czoło, sprawdziłem godzinę na wyświetlaczu telefonu. Było już grubo po północy, a ja rano powinienem wstać... Chyba podzielę los Ani.

Wreszcie spisałam ten rozdział. Szczerze? Robiłam to chyba ze trzy godziny, bo jednocześnie oglądałam ZIO i mecz Resovii z Akademikami z Olsztyna. Wreszcie popatrzyłam sobie na Nikiego.

Gratulacje dla Zbigniewa Bródki! Strażak, który zgasił wszystkich i jest jedynym panczenistą wyprzedzający Holendra. Duma, duma i jeszcze raz duma.
W dodatku mamy Kamila pierwszego po pierwszej serii! Czyżby szykował się kolejny medal? Trzymam kciuki za cały zespół (niestety 3-osobowy).

Proszę o komentowanie. To na prawdę pomaga i mobilizuje. #TeamMatt i #TeamNikołaj mogą się uaktywniać *śmiech*.

Pozdrawiam i ściskam, Zuza.

piątek, 7 lutego 2014

Cztery

*perspektywa Anny Drzyzgi*

   Wrzuciłam torbę do bagażnika swego wozu i zamknęłam klapę, idąc w stronę drzwi, przystanęłam. Jakby coś mnie wbiło w ziemię... Wiadro gwoździ na przykład. Parę metrów ode mnie stał brat mojego byłego narzeczonego. Nieżyjącego byłego narzeczonego.
   Brunet średniego wzrostu o oliwkowej cerze przez laty smaganej śródziemnomorskim słońcem miał na sobie ciemne, lekko poprzecierane jeansy, ciężkie, motocyklowe buty i delikatnie rozciągnięty brązowy sweter, którego rękawy zakasał do łokci. Przeczesał ręką swoje rozczochrane włosy, co tylko dodało mu chłopięcego uroku. Jego szczękę ozdabiał dwudniowy zarost, a przedramię tatuaż z chińskim smokiem. Zawsze podziwiałam jego odwagę, ponieważ sama nie zrobiłabym sobie dziary w tak widocznym miejscu. Nie mogłabym jej skutecznie zakryć na boisku.
- Nie zabiłam go - powiedziałam, pokonując ogromną gulę w gardle i łzy napływające do mych oczu.
- Przecież wiem - odparł łagodnie, nikle się uśmiechając. - Wyjeżdżasz gdzieś?
- Do Rzeszowa na dalszą rehabilitację, a ty? Co ty tu robisz?
- Przecież pracuję w agencji nieruchomości. Nasz klient jest Polakiem, więc przyleciałem na spotkanie, ale teraz mam chwilę wolnego - dodał szybko, skubiąc kawałek górnej części ubioru. - Przywitasz się ze mną? - spytał nieśmiało.
   Uśmiechnęłam się lekko, pokonałam dzielącą nas przestrzeń i przytuliłam go. Oparłam się brodą o zagłębienie jego obojczyka i odetchnęłam głęboko. Nic się nie zmieniło. Nadal pachniał tymi samymi włoskimi perfumami.
- Przepraszam cię za Santiago - wyszeptał.
- Daj spokój, przecież to nie twoja wina. Nie miałeś pojęcia, jak nasz związek wygląda od kuchni. Nic nie mogłeś na to poradzić.
- Był moim bratem. Powinienem go znać.
- Dlaczego o wszystko obwiniasz siebie?
- To ja was zaznajomiłem. Gdyby nie mój głupi pomysł, nie cierpiałabyś z nim katuszy.
- Dzięki tobie poznałam wiele wspaniałych ludzi.
- Cieszę się, ale to nie zmienia faktu, że przeze mnie użerałaś się z katem.
- Wojna zmienia ludzi.
- Przepraszam. Po prostu przepraszam.
- Nie masz za co. Muszę się już zbierać, bo nie mam najmniejszej ochoty na wpakowanie się w korki. Pozdrów ode mnie swoich, przepraszam, waszych rodziców i Cleo - odsunęłam się lekko.
- Dobrze.
   Zrobiłam krok w tył i spojrzałam w jego brązowe oczy. Miały taki sam odcień, jak oczy jego zmarłego brata. Identyczny. Kosiło z nóg, tak mogę opisać ich piękno. Niemalże czarne, trudno odróżnić tęczówkę od źrenicy. Piękne.
   Pogłaskałam go po lewym policzku, a na prawym złożyłam krótkiego całusa.
- Szerokiej drogi i szczęścia.
- Dziękuję. Powodzenia.
   Spojrzałam na niego ostatni raz i wsiadłam do auta.

*perspektywa Piotra Nowakowskiego*

   Uderzyłem w żółto-niebieską mikasę, która poszybowała lekko ku górze i pod kątem ostrym uderzyła w Pencheva przyjmującego w punkt z cwaniackim uśmieszkiem. Dobrze wiedział, że to w niego wymierzyłem. Skubaniec idealnie dograł do Tichacka, więc skoczyłem do pierwszego tempa. Słusznie... i skutecznie. Samotnie zablokowałem Kosę. Gdy podeszwy naszych butów ponownie zetknęły się z podłożem, poklepał mnie po biodrze i powiedział:
- Żebyś na meczu błyszczał takim blokiem.
- Wątpisz we mnie? - zaśmiałem się.
   Puścił mi oko i wrócił na pozycję. Odebrałem piłkę i kolejny raz zaserwowałem. Ponownie w Nikiego. Tym razem miał mały kłopot. Lukas rozegrał do naszego kapitana, a ten z ogromną siłą obił blok mój i Fabiana. Mały przeklął, bo to o jego dłonie poszedł rykoszet. Poklepałem go po ramieniu i przybiłem piątkę z Masłem, a następnie opadłem na krzesełko.

*perspektywa Fabiana Drzyzgi*

   Rzuciłem się na swoje sypialne łóżko i, zamykając oczy, odpłynąłem w krainę słodkiej wyobraźni. Moje zmęczenie sięgnęło zenitu, nie miałem nawet siły ruszyć ręką. Wszystkie mięśnie były, jak z waty. Zwiotczałe i całkowicie niesprawne.
   Obudził mnie dzwonek do drzwi. Usiadłem na łóżku, ziewnąłem i przetarłem wierzchem dłoni zaspane oczy. Po chwili wyprostowałem się i podreptałem, by otworzyć. Gdy naciskałem klamkę, dzwonek zabrzmiał ponownie. Przede mną stała moja ukochana siostrzyczka z torbą na ramieniu i zatroskaną miną.
- Cześć, Fabianku - złożyła całusa na moim policzku.
- Cześć, siostra - przywitałem się ochrypłym głosem.
- Idź dalej spać, a ja się rozpakuję, ogarnę ci tu trochę, syfiarzu, i wezmę prysznic - lekko popchnęła mnie w stronę niedawno opuszczonego pokoju.
- Jak ty dobrze mnie znasz.
- W końcu jesteś moim braciszkiem - uśmiechnęła się. - Spadaj, śpiąca królewno.

*następnego dnia*

   Pochłaniając kolejną porcję museli, słuchałem opowieści mojej siostry na temat jej spotkania z Ivanem. Jego przyjazd do Polski był bardzo wiarygodny, ponieważ bywał tu parę razy do roku, a spotkanie z Anką rzeczywiście mogło być zbiegiem okoliczności. Poza tym zawsze mieli dobre relacje, więc nie można byłoby posądzić go o złe intencje. Podejrzewam nawet, że prędzej czy później, po powrocie Ani do Włoch, los złączy tę dwójkę. Chyba dla nikogo nie byłby to zaskoczeniem.
   Ania zapytała mnie, czy będzie mogła pójść ze mną na trening. Jej argumentem było odwiedzenie chłopaków i poznanie nowej części załogi, ponieważ w zeszłym sezonie nie miała okazji się z nimi spotkać. Przystałem na jej propozycję, przed obawą o swoje zdrowie i życie, ponieważ Piotrek chyba by mi nogi z dupy powyrywał, gdybym jej nie przyprowadził. Kolokwialne określenie, ale za to jakie trafne!

*perspektywa Anny Drzyzgi*

   Stanęłam przy wejściu na halę na Podpromiu. Jak ja dawno tu nie byłam! Odetchnęłam głęboko i już po chwili usłyszałam podekscytowany głos Piotra i poczułam, jak ktoś pochwyca mnie w ramiona. Środkowy zakecił mną parę razy z wielkim uśmiechem na twarzy i iskierkami radości w oczach, które omal się z nich nie wydostawały.
- Cześć, pseudo-bracie.
- Jak ja cię dawno nie widziałem!
- Dawno? Finał Ligi Światowej nie był dekadę temu.
- Nie marudź, Andrzej.
- Sam jesteś Andrzej, bencwale - odpowiedziałam nie do końca kulturalnie.
- Przedstawię ci wszystkich, chodź - pociągnął mnie za rękę.
   Podeszliśmy do jednego z młodszych zawodników Reski.
- To jest Mateusz...
- Wiem, kto to jest. Nie rób ze mnie sieroty Bożej. Ania - wyciągnęłam dłoń ku libero.
- Mów mi Masło - wyszczerzył się.
- Nie ma sprawy.
   Przywitałam się z każdym z graczy. Kadrowiczów naszego kraju znałam już wcześniej, kojarzyłam również Pencheva, reprezentanta Bułgarii, która nieźle nam krwi napsuła w ostatnich latach.
   Przeliczyłam tyczki i brakowało mi dwóch, precyzując dwóch przyjmujących. W chwili, gdy odwróciłam się w stronę Nikołaja, by spytać, gdzie ich rzeszowskie zguby, na halę wbiegł Lotman z Andersonem.
   Przywitałam się z obojgiem i wróciłam do pogawędki z Penchevem, który był wręcz zdumiony tym, że wiem co nieco o jego karierze.
- Grałaś we Włoszech?
- Tak, większość swojej kariery.
- Wracasz do niej?
- Do kariery? - pokiwał głową. - Oczywiście, muszę tylko wyleczyć kontuzję.
- Jesteś kontuzjowana?
- Inaczej nie byłoby mnie tutaj. Właśnie zaczynam rehabilitację z elementami siatkarskiego treningu, więc jestem coraz bliżej powrotu do słonecznej Italii - uśmiechnęłam się. - A ty? Jakie plany na przyszłość? Gdzie chciałbyś spędzić kolejny sezon?
- Plany są takie, by poprawić technikę, jak najwięcej grać, być jeszcze lepszym. Następny sezon? - spytał retorycznie, zamyślając się. - Rzeszów. To moje marzenie.
- Oby się spełniło - poklepałam go po barku. - Mam nadzieję, że, jak następnym razem odwiedzę brata, to cię tu zastanę.
- Mam nadzieję, że będziesz go często odwiedzać - puścił mi oko.
- A mam wyjście? - zaśmiałam się.
   Zawtórował mi. Nigdy w życiu nie dałabym mu tyle lat, ile ma. Ma w sobie tyle chłopięcego uroku! A jego miękki akcent w języku polskim i to, jak na hali stara się mówić tylko po naszemu, to poezja.
- Raczej nie - objął mnie ramieniem.
- Młody, nie bądź taki pewny siebie - dźgnęłam go w żebro.
   Zachichotał i, machając mi, potruchtał na rozgrzewkę.

*perspektywa Matta Andersona*

   Chaos. Totalny chaos i brak zrozumienia.

Przepraszam za to coś u góry. Tak jakby nie do końca się udało. Miało być lepiej, ale schrzaniłam, jak zwykle. Dlaczego ja wiecznie jestem niezadowolona z tego, co Wam przedstawiam? Kurde, może powinnam skończyć z pisaniem od zaraz.

Możecie już zacząć przypisywać się do #TeamMatt i #TeamNikolay, bo za niedługo akcja będzie się toczyć szybciej i mam nadzieję, że będzie ciekawie i Was nie zanudzę.

Pamiętajcie o nowym projekcie. Link na dole.

Pozdrawiam, ściskam i całuję, Zuza.